redakcja@top25snuff.com
gg: 5100723
fbde5237d004e87f1b284f362bfe6a35.jpg

Szczegóły recenzji

 
Wild Duck Hot
Samuel Gawith
by Filek     Sierpień 10, 2010    
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Dzika kaczka

Nie każda tabaka inspiruje do stworzenia metaforycznej otoczki, wokół doznań zmysłowych związanych z obcowaniem z nią. W przypadku Wild Duck od Samuela Gawitha jest inaczej. Już sama nazwa kusi aby popuścić wodze fantazji, a mi jak na złość przychodzi to z trudem. Postaram się jednak jak najlepiej oddać w słowach to czego mogę doświadczyć zażywając tą znakomitą tabakę.

SG Wild Duck była moją pierwszą tabaką zapakowaną w metalową, hermetycznie zamkniętą, 25 gramową puszkę. Może nie jest ona szczególnie dekoracyjna, ale za to dostajemy produkt pierwszej świeżości i mamy pewność, że jeszcze długo pozostanie w takim stanie. Tabace nie grozi zwietrzenie, zawilgocenie (na deszczu), przypadkowe wysypanie lub uszkodzenie tabakiery - niezależnie gdzie i jak ją nosimy. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że puszeczkę można zabrać ze sobą na polowanie na kaczki, a kilka takich puszek pochowanych w kieszeniach kurtki ochroniło by nas od "przyjacielskiego ognia". ;-)

Kiedy pierwszy raz otworzyłem puszkę (podważając wieczko przy pomocy noża) do moich nozdrzy doleciał bardzo nieprzyjemny zapach zbliżony do amoniaku. Żona wyczuła go z odległości kilku metrów i określiła jako "zaszczane wióry od chomika". Przez kilka tygodni aromat zniechęcał mnie do skosztowanie tego, jak sądziłem, kiepskiego specyfiku. Ale będąc dobrej myśli otwierałem puszkę co jakiś czas pozwalając aby amoniak wywietrzał. Gdy wreszcie odważyłem się zbliżyć do Dzikiej Kaczki aromat przypominał już bardziej wilgotną ściółkę leśną albo ziemię kompostową i zapach wygaszonego ogniska. Ostrożnie wziąłem w szczyptę odrobinę tabaki, puszystej i średniowilgotnej, zmielonej trochę drobniej niż średnio. Raz kaczce śmierć, trzeba zażyć i się przekonać czy do tabakiery nie zapakowano nawozu. Skosztowałem i wszystkie wątpliwości uleciały! Tabaka zaszczypała w nosie wytrawnym tytoniem jak w SG Kendal Brown z miętą pieprzową w tle. Ciężki tytoń jest w niej głównym smakiem, mięta wyczuwalna od początku z czasem nabiera intensywności ale nigdy nie wychodzi na pierwszy plan. Za to jest bardzo naturalna i odświeżająca, nie ma w niej nic z syntetycznego mentolu. Po dłuższym czasie wyczuwam minimalną cytrusową goryczkę, jakby z grejpfruta, ale tylko na świeżym powietrzu. Podzielam opinię zgorzellusa, który w swojej recenzji porównał aromat SG Wild Duck do "ogniska w lesie, nad wodą przy mgle, a w oddali jakby pole miętowe". Z pamięci przywołuję torfową łąkę mojego dziadka. Z jednej strony otoczona lasem, z drugiej małą rzeczką, nad którą podnoszą się mgły. Pamiętam, że rosło tam mnóstwo dzikiej mięty. Jesień, wilgoć, mięta, torf i ognisko - to wszystko odnajduję w smaku Wild Duck. Czyżby blenderzy z Kendal zamknęli w tej puszce swoją Cumbrię - krainę jezior?

Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 

Komentarze

1 rezultat(y) - wyświetlane 1 - 1  
 
Sortowanie 
 
To write a comment please register or
Pablo Napisane przez Pablo
Marzec 19, 2015
Niedawno zakupiona Dzika Kaczka faktycznie wydaje się potwierdzać fakt, że poszczególne partie różnią się od siebie (nie wspominając już o różnicach odnośnie starych egzemplarzy, w puszkach z żółtą etykietą). Mój egzemplarz pozbawiony jest zapachu amoniaku. Mięta pieprzowa (intensywna, naturalna i słodziutka) gra tu pierwsze skrzypce, tytoń jest gdzieś w tle... Zażycie przynosi nam uczucie chłodu, wilgoci w nosie. Konsystencja średnio "grubiańska" sprawdza się nieźle. Z pewnością zakupię drugi egzemplarz, z nadzieją otrzymania Kaczki o wspomnianych przez recenzentów palonych akcentach. Tego mi trochę brakuje, aczkolwiek źle nie jest.
1 rezultat(y) - wyświetlane 1 - 1